Udało mi się przejść grę, więc postanowiłam powiedzieć o niej parę słów. Niezbyt wyczekiwałam DA2, skupiając się raczej na Wiedźminie 2, ale skoro wyszła, to miło było pograć w kontynuację DA: O!
Pierwsze, co mi się w grze spodobało to sposób narracji. Początkowo Varric opowiada o tym, jak Hawke rozpierniczył/a wszystko w drobny mak bez większych kłopotów, po czym przedstawia prawdziwą wersję. Taki smaczek, a cieszy.
Radość moja nie znała granic, gdy nie było polskiego dubbingu do gry. Kwestie mówione przez postacie - głosy są dopasowane idealnie, przynajmniej dla mnie. Nie dopatrzyłam się błędów z polonizacji, głos damskiej Hawke przypadł mi do gustu.
Postacie - jest ich mało, ale w końcu mają jakąś osobowość. To są twoi przyjaciele/rywale, a nie chodzące za tobą kukły. Mają swoje zdanie, a rozmowy między towarzyszami nie raz mnie rozbawiły. Boli nieco zmiana Andersa, mimo to ma to swoje uzasadnienie w postaci Justyniana. Przy okazji napomknę o romansach i systemie prowadzenia rozmów. Szkoda, że nie możemy pogadać o tyłku Maryny w czasie gry, tylko czekamy aż dana postać ma coś do powiedzenia, co nie zmienia faktu, że obecny system mi spasował. Szkoda jednak tej wolności w gadce z jedynki. Romanse są w porządku - możliwość prowadzenia romansidła bazującego na przyjaźni czy rywalizacji mi pasuje. Kupiłam to, owszem.
Poczułam klimat Mass Effecta w rozmowach. Wszystko byłoby w porządku, gdyby nie ikonki, które zabierają mi frajdę z zabawy. Mam wrażenie, iż wybór ogranicza się do emocji - spokoju, złośliwości czy agresji. Uproszczenie maksymalne, a nie o to w tym wszystkim chyba chodzi.
Co do samej postaci - Hawke kupiłam w stu procentach. Cieszy mnie, że zrezygnowano z kreowania kolejnego Szarego Strażnika, który ma ratować świat. Zajmujemy się przede wszystkim sobą, swoją rodziną, skupiamy się na postaci. Zapachniało nawet swojskim Wiedźminem. Nie ma ratowania świata. Ratujemy swój tyłek i myślimy jak się wzbogacić.
Questy - no cóż, tutaj zaczyna się problem. O ile główny wątek jest nawet ciekawy, chociaż nieco przewidywalny, a zadania towarzyszy jednak były interesujące, o tyle questy poboczne, które maleją z kolejnymi aktami rozczarowują. Przynieś, zanieś, pozamiataj, zarżnij kogoś - do tego się ograniczają.
Lokacje - miasto, w którym przyjdzie nam spędzić sporo czasu wygląda schludnie, całkiem ładnie, mimo to wydaje się puste. Postacie sobie stoją, czekają aż do nich zagadamy. Nic szczególnego. Co do innych lokacji - jaskinie, kanały, magazyny - powtarzają się na potęgę i po pewnym czasie szlag człowieka trafia...
System walki spodobał mi się, leje się krew. Po kilku godzinach rozgrywki jednakże zaczyna to wszystko nużyć. Jednym się spodobać może, innym nie. A co do umiejętności - już nie mamy przepakowanego łotrzyka, trzeba się trochę bardziej nagłowić, jak rozwinąć łotra czy woja, ale prawdę powiedziawszy gra nie jest za trudna. Moja postać spotkała poważny problem dopiero przy walce z Arishokiem. Klęłam jak szewc, ale dało radę. Problemów z walką można wyliczyć na palcach u jednej ręki.
Grafika - cudów nie ma. W porównaniu do Wiedźmina 2 wygląda raczej ubogo. Duże mieczyki, zupełnie nieproporcjonalne, lewitujące gdzieś na plecach, często też wżynające się w tyłek biegnącej postaci. Mogło być lepiej - stanowczo lepiej. Bugi wcale nie polepszają sytuacji. Postacie czasami znikają w czasoprzestrzeni, by nagle się pojawić, nie wiadomo skąd.
Słowem: mocna 7, może nawet 7+ (za ugłosowienie Fenrisa), ale grę wydano za szybko i na odwal się, a przynajmniej takie mam wrażenie. Zagrać warto, to muszę przyznać i gra wciąga mimo wnerwiających baboli.
DA:O była przeciętna, żadna postać mi nie podpasowała, DA II jest jeszcze słabsze, denerwujący jest szczególnie nadmiar ikonek i klikaniny między okienkami, system dzień-noc to jakaś kompletna kicha, a głupkowate ikonki w dialogach psują urok grania. NPCe w drużynie dalej miałcy i bez wyrazu (guma do żucia o smaku landrynki niemal wszyscy + plus niesmaczna gejoza). System rywalizacja-przyjaźń urwana z choinki, poziom questów - nie ma go. Ogólnie - słaba 6 +2 za postać Isabeli, bo to dla mnie jedyny powód do grania. Technicznie to krok w tył w stosunku do DA:O, ale nie było czego sie spodziewać. Grać oczywiście się da, ale mam poczucie siedzenia przed konsolą i pogrywania w jakąś japońską siekaninę o niczym skrzyzowaną z Diablo 2.
Mimo wszystko jednak bez wahania wybrałbym DA:O lub DA II zamiast arcyprzeciętnego Wiedźmina, kompletnie nie ta liga. Aktualnie za wzór gry stawiam Mass Effect 2 i KotOR, potem nowe Fallouty, RE 5 i od biedy Jade Empire + KotOR II, a potem długo, długo nic... wliczając w to - niestety - klasykę.
Ostatnio zmieniony przez Aurelinus 2011-03-23, 09:12, w całości zmieniany 3 razy
DA:O to dla mnie nie przeciętna gra, a dobra. Co do systemu dzień-noc muszę się zgodzić, w ogóle nie spełniło to swojej roli.
Nie zgodzę się co do NPC. Aveline, Fenris, Izabela czy nawet Anders - każdy miał swoją osobowość, nie każdy musi się z tobą zgodzić. Miałkim mogę nazwać jedynie Sebastiana, ale on to już z DLC. Przecież mogą cię nawet zdradzić, jeżeli nie mają do ciebie zaufania w pełni.
Co do gejozy/lesbijskich związków - nic nie poradzisz, taki już jest trend i tak zostanie. Jak nie pasuje, to można przecież nie próbować związku jako chłop z chłopem.
Firena ma rację co do NPC. Postacie są wyraziste i mają swój charakter. System przyjaciel/rywal jest o wiele lepszy niż ten z DA:O, tam miałam wrażenie że wystarczy wszystkich przekupić aby cię lubili, w dwójce tego nie ma. Sądzę, że w DA II można nawiązać silniejszą więź z towarzyszami i naprawdę ich polubić.
To co mnie rozczarowało to płytkość niektórych questów i powtarzające się te same lokacje. Wiem, że wszystko dzieje się w obrębie jednego miasta, ale ile można hasać po tych samych jaskiniach z tym samym układem korytarzy.
P.S. Fireno nie tylko Ciebie boli zmiana Andersa.
_________________ Ludzie, którzy nie potrzebują innych ludzi, potrzebują innych ludzi, by im okazywać, że są ludźmi, którzy nie potrzebują innych ludzi.
- Terry Pratchett
DA2 to faktycznie krok w tył w stosunku do poprzedniczki, jeśli weźmiemy pod uwagę, że marka ta ma być "duchowym następcą" BG. Walki zostały na tyle uproszczone, że praktycznie sterowałem tylko główną postacią, a kompanów zostawiałem pod okiem AI. Ba, nawet ich nie rozwijałem tylko robiłem automatycznie jak proponowała gra. Dialogi? Uproszczone do granic możliwości. Fabuła też taka jakoś nieporywająca, ale... i tak rewelacja jak dla mnie podtrzymuję to co pisałem, ponieważ od początku do końca grałem z wielką radością na twarzy. System walki bardzo mi się spodobał, lubię takie jatki. Nie znudziło mnie to na tyle, że mam ochotę zagrać ponownie od nowa. System dzień/noc który tak ostro jest krytykowany również mi się spodobał. Największym mankamentem dla mnie jest jednak ubogość lokacji - to dla mnie dziwne, żeby gra z takim budżetem miała tyle powtarzających się obszarów.
Mimo tych całych uproszczeń i "skonsolowania" gry (tak nazywam trend upraszczania gier od czasów Fable) myślę, że przy DA2 bawiłem co najmniej tak dobrze jak przy jedynce, a już na pewno lepiej niż Przebudzeniu, który mnie znudził. Ciekawe w którą stronę pójdzie trójka?
_________________
Maagdaa napisał/a:
Sotek wiesz jakbym np sobie szla z kumpela albo gorzej-sama i tak nagle mi tu albatros wlatuje na glowe i w ogole wiesz jeszcze rzyga rybami to totalnie masakra ;/ a tak na serio to bym sie wkurzyla ze ''spotyka sie'' ze mna a mnie nie uprzedza ;/
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Nie możesz ściągać załączników na tym forum